Noclegi W Augustowie Z Psem

Noclegi W Augustowie Z Psem

Się prostu coraz bardziej scenie rodzinnego ludzkiego żywota jest gdy trochę dłuższy postój, gdyż wypuszczono ustalonych już „nosiwodów” po wodęesztę siusianieaszym wagonie po wodę chodzili zmianę moi starsi bracia Gienekntek, Ellerowejolek Smólskiaranowiczach udało się zmylić czujność konwojentówwobodnie pospacerować po peronie. Zobaczyłam, że prawie we wszystkich wagonach okiennice metalowe były opuszczone okienkach głowy pasażerów. Nagle usłyszałam wykrzykiwane moje imiędwróciwszy się zobaczyłamkienku moją ciotkę Stefkę, jej córkę Paulinęalutką Steńką rękuotem syna ciotki Kaziukaięcia Janka. Podeszłam do wagonuanek mówi, że rzuci peron zawinięteapier pieniądze, za które mam kupićarze dworcuutelki wódki. Spojrzałam, jak zareaguje to ciotka, która była nieprzejednanym wrogiem alkoholuonieważ nie zaprotestowała poszłamokonałam zakupu. Gorzej byłoodaniem do okienka, do którego nie mogłam za skarby dosięgnąć. Wyręczył mnieym jakiś obcy człowiek, dużo wyższy ode mnie. miałam przy sobie trochę rubli ukrytychończoszeostanowiłam uciekaćym czasie lokomotywa szarpnęła, wszystkie wagony były zamknięte, nasz teżięc uznałam, że mam szansę. Mama, która siedziałaknie, zaczęła rozpaczliwie mnie wołać, nadbiegł konwojent, chciał mnie odpędzić, lecz kiedy skojarzył, że jestem pasażerką transportu, rąbnął mnielecy kolbą, złapał za kołnierz, błyskawicznie odrzucił zasuwę, odsunął drzwiak szczeniaka wrzucił do wagonu przy akompaniamencie piętrowych przekleństw. Byłam okropni złaozdrażniona, że właśnie mama udaremniła ucieczkę wolność. Długo musiała tłumaczyć, że to bezsensowne, że pewno złapaliby mniesadzili gdzieś do obozuikt nigdy by mnie nie odnalazłeżeli już mamy ginąć to wszyscy razem. pewno miała rację, ale byłam jeszcze zbyt mała, aby zdawać sobieego sprawęragnienie wolności było zbyt silneięc niezbyt przyjemny powrót do rzeczywistościastępny postójrześciuugiem. Tutaj przeładunek do sowieckich wagonów przy zachowaniu, godnych podziwu, środków ostrożnościzmożonej czujności. Wagony sowieckie prawie „luksusowe” gdyżddzielonym kawałkiem dykty, kącikiem otworemcianielaszanym korytkutórym trzeba było umiejętnie celować przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych. To była toaleta długi okres podróży. To co „grubsze” leciało zewnątrz „zapachy” rozchodziły się po wagonie. Zaradziliśmy temu nakrywając zagródkę workamiocem. złośliwcy zawsze czekaliśmyałatwieniem „grubszych spraw” postójakimś większym mieście. Za niedługi czas mogliśmy naocznie stwierdzić, że już przed nami przejeżdżali tacy sami spryciarzeusiały być ich tysiące. Przy torach leżały zwały odchodów, których nikt nie sprzątałrzechodząca obok obsługa kolei zatykała nosylęła „Polaczków” czym świat stoi ogóle Rosjanie traktowali nasóry jako naródiskiej cywilizacji, kulturzezczególnie higienie, podpierając się tym, żeolsce nigdzie nie „woszobojek Woszobojka to było cośodzaju prymitywnej sauny, gdzie wieszano drągach ubranie, bieliznę, pościel, dawano parę, która jedynie wygrzewała wszy, aby się mogły lepiej lęgnąć. Do mentalności „sowieckiego człowieka” nie trafiało to, że przecież można istnieć bez wszów. Taka możliwość nie była branagóle pod uwagę. Wszy były, sąędą, tak urządzony jest światedynie naródak wysokiej kulturze, jak sowiecki zna metodę walkiimialczy, czy skutecznie to już inna sprawa Od Brześcia prawie codziennie wypuszczają po dwie osoby po wodęo do wyboru„kipiatok lub zimna woda. Kilka razy daliśmy się nabrać niesamowicie brudny „kipiatokranów jakichś budynkach, aż objaśnił jedenolejarzy, że to są ściekianiodatkiem gorącej wody. Nie wiem, ileym było prawdy, ale więcej „kipiatku” nasi chłopcy nie braliagonie zaczął obowiązywać pewien regulamin przestrzegany przez wszystkich. Ustalono godziny nocnej ciszy, rannej pobudki, kolejkę do „toalety Towarzystwo już się trochę zżyło ze sobą, szczególnie młodzieżzieci. Do młodzieży należeli: dwaj moi starsi bracia Gienekntek Bolek Smólskiego siostra Jadzia Elleriostry Kazia oraz Hoffmana niespełna 13 lat. Dzieci była czwórka: Niutka moja siostra, Walek mój brat, Edek Rutkowski który bez przerwy darł kotyatkąłowa jej nie popuścił oraz Krysia Ellerówna„cudowne dziecko Uczennica drugiej klasy, bardzo przejęta nauką, zdolna, inteligentna, spokojnao tego śliczna dziewczynka. Do wagonuugustowie weszłaornistrem plecachzarnym satynowym fartuszkuiałym kołnierzykiemasnymi warkoczykami, buzia okrągłaiebieskie oczy. Mimo tych wszystkich niewygódrudności, zawsze pogodna, uśmiechnięta, pochłonięta nauką. Sama sobie zadawała lekcje, sumiennie je odrabiałaardzo niesprzyjających warunkachzasie jazdy czytała, uczyła się wierszyków, które później deklamowała, tabliczki mnożenia. Każdy postój wykorzystywała pisanieysowanie, mając do dyspozycji kawałek pryczy. Chętna usłużyć każdemu, często karciła Edka za jego brzydkie zachowanie. Nazwaliśmy ją „Słoneczkiem Mama Jej, bardzo piękna kobieta faworyzowała syna jedynaka Nie wymawiałaięc nazywała go „Hobek Ten 16–letni koń, uczeń gimnazjum, wykorzystywał słabość mamusi. Matki nasze, chociaż nie wierzyłypotkanieężami, jednak miały schowane trochę tytoniuapierosów wszelki wypadek. Moi braciszkowieobek” dobrali